18. Zakon Odzyskanej Przyjemnosci
Zakon Odzyskanej Przyjemności
Głos
Małgorzaty, dotąd natchniony i niemal mistyczny, przeszedł teraz w ton
twardy, analityczny, wręcz rewolucyjny. Wypełniał salon Lisów niczym
manifest, który nie prosi o akceptację, lecz ogłasza nowy porządek.
Małgorzata stała przed siedzącymi kobietami, poprawiając mankiety swojej
eleganckiej garsonki. Jej wydatna sylwetka typu jabłko i dumny biust
90I biły pewnością siebie, której dotąd w tym domu nie znano.
–
Moje drogie, musimy spojrzeć prawdzie w oczy – zaczęła, a jej wzrok
spoczął na Iwonie i Beacie. – Świat zewnętrzny, a nawet teologia, którą
karmiono was przez lata, ma jeden paskudny trend. Ilekroć my, kobiety,
zaczynamy mówić o własnej seksualności, o prawie do czystej, niczym
nieskrępowanej przyjemności, natychmiast słyszymy to dławiące pytanie:
„A co z mężczyznami?”. Jakby nasz komfort był zamachem na ich
bezpieczeństwo. Jakby dbanie o naszą kobiecą naturę robiło z nas pazerne
harpie dybiące na porządek świata.
Andrzej poruszył się niespokojnie w fotelu, ale Małgorzata uciszyła go jednym, władczym uniesieniem dłoni.
–
W „Bożym Inwentarzu” nie będziemy rozmywać tematu. Kiedy kobieta chce
stanąć po swojej stronie, zderza się z dwiema blokadami, które widzę też
w tym pokoju. Pierwsza to normalizowanie waszego dyskomfortu. Ile razy
słyszałyście: „przesadzasz”, „wytrzymaj”, „nic się nie stało”? Druga to
lekceważenie waszego prawa do swobody i relaksu. „Babskie fanaberie”,
„porządne kobiety tak nie robią”. To kłamstwa, które mają was uciszyć.
Małgorzata podeszła do Teresy i położyła dłoń na jej ramieniu, czując, jak kobieta drży pod jej dotykiem.
–
Nie wkładają wysiłku w to, by nas zrozumieć, tylko by nas sformatować
do cudzych potrzeb. Dlatego w naszym zakonie zasada będzie jedna:
zaufanie własnym odczuciom. Jeśli coś wydaje ci się ciekawe, przyjemne,
warte spróbowania w sferze intymnej – zaufaj sobie, że takie właśnie
jest. Podążaj za tym. Ale jeśli poczujesz, że coś jest wymuszone lub
fałszywe – wycofaj się bez lęku. Wasza tęsknota za autentycznością ma
znaczenie. Wy same macie znaczenie.
Iwona,
słuchając tych słów, poczuła, jak narasta w niej nieznana dotąd siła.
Przez lata ukrywała swój biust 75F, czując na sobie ciężar cudzych ocen.
Teraz Małgorzata mówiła jej, że jej ciało nie jest problemem do
ukrycia, ale źródłem mocy, którą ona sama ma prawo zarządzać. Beata
również przestała biec palcami po spódnicy; jej spojrzenie stało się
twardsze.
–
„Boży Inwentarz” to przestrzeń, gdzie „nagość Ewy” odzyskuje swój
pierwotny cel: radosną obecność – podsumowała Małgorzata, chowając
dłonie do kieszeni żakietu. – To, czego naprawdę chcecie, jest głosem
Boga w was. Nie dajcie sobie wmówić, że wasze emocje są nieważne. Jutro,
w atelier, zaczniemy proces odzyskiwania waszego spojrzenia na samą
siebie. Bez mężczyzn, bez ocen, bez wstydu. Tylko my i prawda o naszym
pięknie.
W
salonie zapanowała cisza, której Andrzej nie odważył się już przerwać.
Małgorzata wygrała. Ziarno buntu przeciwko „normalizacji dyskomfortu”
zostało zasiane, a obietnica przyjemności stała się silniejsza niż lęk
przed nieznanym.
W
salonie Lisów muzyka zaczęła cicho pulsować, a Małgorzata, z dłońmi
opartymi na biodrach, zaczęła nucić znajomą melodię, nadając jej
zupełnie nowe, sakralne znaczenie. Jej postać, o potężnym biuście 90I i
figurze jabłka, dominowała nad przestrzenią, gdy obwieszczała koniec
dawnego świata.
–
„Nie, nie będę w San Francisco...” – zaczęła półgłosem, patrząc na
dziewczęta. – Bo to nie to miejsce i nie ten czas. Dla was, Iwono i
Beato, jutro to już przyszłość. Inna kreacja, inna twarz. Wasze dawne
„ja”, te zahukane dziewczyny kryjące biusty pod swetrami, to tylko
papierowy księżyc, który właśnie płonie.
Małgorzata podeszła do okna, palcem kreśląc linię na szybie.
– Schną ślady łez. Pora dograć ten akt: akt nagości, przynależności i bezwzględnego posłuszeństwa idei. „Boży Inwentarz” spadł wam z nieba, by zastąpić waszą kruchą, papierową tożsamość czymś wiecznym. Kto z was, patrząc wstecz, wspomni to jako żart czy przelotny romans? To nieistotne. Dziś już nie martwimy się tym, co pomyśli świat.
– Schną ślady łez. Pora dograć ten akt: akt nagości, przynależności i bezwzględnego posłuszeństwa idei. „Boży Inwentarz” spadł wam z nieba, by zastąpić waszą kruchą, papierową tożsamość czymś wiecznym. Kto z was, patrząc wstecz, wspomni to jako żart czy przelotny romans? To nieistotne. Dziś już nie martwimy się tym, co pomyśli świat.
Iwona
poczuła, jak słowa piosenki wibrują w jej ciele typu klepsydra. Czuła,
że stara „twarz” – twarz posłusznej córki – opada z niej jak sucha
maska. Małgorzata miała rację: w „Bożym Inwentarzu” nie było miejsca na
papierowe uczucia. Liczyło się tylko całkowite oddanie.
–
Jesteście jak te meble, które trzeba przestawić, by w pokoju zapanował
ład – kontynuowała Małgorzata, a czerwień jej paznokci lśniła w
półmroku. – Prawdziwa nagość to nie brak ubrań, to brak odwrotu. To
bycie częścią inwentarza, który należy do Stwórcy i do tej wspólnoty.
Beata
i Iwona wymieniły spojrzenia. Papierowy księżyc ich dotychczasowego
życia zgasł. Zostało tylko surowe, jasne światło nowej idei i głos
Małgorzaty, który obiecywał, że od jutra ich ciała staną się jedyną
prawdą, jakiej będą potrzebować.
Małgorzata
wyprostowała się, a jej sylwetka typu jabłko, z dumnie uniesionym
biustem 90I, zdawała się wypełniać całe pomieszczenie autorytetem, który
nie znosił sprzeciwu. Spojrzała na Beatę z politowaniem, jak na
dziecko, które boi się cieni na ścianie.
–
Beato, parafia i sąsiedzi żyją w świecie zakazów, które sami stworzyli z
lęku – zaczęła Małgorzata, a jej głos brzmiał teraz jak głęboki dzwon. –
Słyszysz ich głosy: „nie wolno nago w saunie”, „nieprzyzwoite w
szatni”, „dekolt po czterdziestce to grzech”. To jest właśnie ten
płytki, brudny ogląd, o którym mówiłam. Oni chcą zabronić nagości, bo
boją się prawdy, którą ona niesie. Ale my nie jesteśmy „nimi”. My
jesteśmy pionierkami.
Małgorzata podeszła do okna, z którego widać było wieżę pobliskiego kościoła.
– Programy takie jak „Magia nagości” czy „Jak dobrze wyglądać nago” pokazały światu cząstkę prawdy – że akceptacja własnej skóry to terapia. Ale my idziemy dalej. W „Bożym Inwentarzu” nagość nie jest rozrywką dla mas. To paradowanie dla wyższej idei, akt czystego posłuszeństwa, który odbywa się w zaciszu naszej wspólnoty. To wasz zaszczyt. Zostałyście wybrane do pionu administracyjnego, do samego rdzenia zarządzającego, który ukształtuje tę nową rzeczywistość.
– Programy takie jak „Magia nagości” czy „Jak dobrze wyglądać nago” pokazały światu cząstkę prawdy – że akceptacja własnej skóry to terapia. Ale my idziemy dalej. W „Bożym Inwentarzu” nagość nie jest rozrywką dla mas. To paradowanie dla wyższej idei, akt czystego posłuszeństwa, który odbywa się w zaciszu naszej wspólnoty. To wasz zaszczyt. Zostałyście wybrane do pionu administracyjnego, do samego rdzenia zarządzającego, który ukształtuje tę nową rzeczywistość.
Kobieta odwróciła się gwałtownie, a czerwień jej paznokci zalśniła, gdy zaczęła wyliczać na palcach.
– Aby wspólnota trwała, potrzeba równowagi. Pięćdziesięciu Adamów już czeka. Mamy szesnastu księży, dwudziestu sześciu ministrantów i ośmiu kościelnych. Oni już przeszli pierwsze stopnie wtajemniczenia. Pierwsze spotkanie dwunastu nagich Adamów i dwunastu Ew pokazało, że bariery wstydu pękają pod naporem Bożej prawdy. To było mistyczne zjednoczenie w czystości.
– Aby wspólnota trwała, potrzeba równowagi. Pięćdziesięciu Adamów już czeka. Mamy szesnastu księży, dwudziestu sześciu ministrantów i ośmiu kościelnych. Oni już przeszli pierwsze stopnie wtajemniczenia. Pierwsze spotkanie dwunastu nagich Adamów i dwunastu Ew pokazało, że bariery wstydu pękają pod naporem Bożej prawdy. To było mistyczne zjednoczenie w czystości.
Iwona
poczuła dreszcz na myśl o ministrantach i księżach, których dotąd
widziała tylko w ornatach i komżach. Wizja spotkania z nimi w stanie
„pierwotnej nagości Ewy” była jednocześnie przerażająca i
obezwładniająca.
–
Wkrótce – kontynuowała Małgorzata, podchodząc blisko do dziewcząt –
odbędzie się nasze spotkanie. Grupa dwudziestu czterech osób. Wy, wasza
matka, ja i pozostałe kobiety, które właśnie w tej chwili są wybierane.
Żadna z nich jeszcze wczoraj nie wiedziała, że jutro stanie się częścią
tej świętej struktury. Ale wy już wiecie. Jako wolontariat zarządzający,
będziecie dawać przykład. Wasza nagość w obecności Adamów nie będzie
powodem do wstydu, lecz narzędziem administracji Bożej łaski.
Andrzej
siedział nieruchomo, oszołomiony skalą przedsięwzięcia, w którym brali
udział najwyżsi dostojnicy dekanatu. Małgorzata położyła dłoń na
ramieniu Iwony, niemal czule.
–
Nie bójcie się złośliwości ludzi. Kiedy zasiądziecie w radzie
wspólnoty, nago i dumnie, wasz blask ich uciszy. Jesteście fundamentem
nowego zakonu. Czy jesteście gotowe na spotkanie z waszymi Adamami?
Teresa
usiadła na brzeżku kanapy, biorąc dłonie córek w swoje. Małgorzata
stała za nimi niczym mroczny anioł stróż, kładąc dłonie na oparciu
fotela. Atmosfera w salonie stała się gęsta, niemal duszna od powagi
objawienia.
–
Moje drogie – zaczęła Teresa głosem, który nie znosił sprzeciwu. –
Musicie zrozumieć, że te pięćdziesiąt osób to nie są przypadkowi
mężczyźni. To nasi przewodnicy, nasi „Adamowie”, którzy jako pierwsi
odważyli się porzucić szaty kłamstwa. Szesnastu księży to filary tej
struktury. Ich nagość przed nami i nasza przed nimi jest formą
najwyższej spowiedzi. Oni nie patrzą na was jak mężczyźni z ulicy. W ich
spojrzeniu, gdy staną przed wami bez swoich ornatów, będziecie widzieć
tylko czyste, Boże przyjęcie.
Iwona
poczuła, jak krew uderza jej do policzków. Wizja proboszcza czy
wikariuszy, z którymi dotąd rozmawiała jedynie w konfesjonale, stojących
nago w kręgu dwudziestu czterech osób, wydawała się nierealna.
– A ministranci? Jest ich dwudziestu sześciu – szepnęła Beata. – Przecież to nasi rówieśnicy.
–
Właśnie dlatego są tu potrzebni – wtrąciła Małgorzata, pochylając się
nad nimi, co wyeksponowało jej potężny biust, symbol władzy w tej
wspólnocie. – Oni reprezentują nową krew, młodość wolną od uprzedzeń
waszych ojców. Razem z ośmioma kościelnymi tworzą pełny obraz męskości w
służbie idei. Każdy z tych pięćdziesięciu Adamów ma za zadanie pilnować
waszego bezpieczeństwa i czystości spojrzenia.
Teresa ścisnęła dłonie córek mocniej.
– Na spotkaniu w grupie dwudziestu czterech osób, nagość będzie naszym wspólnym językiem. Księża będą zarządzać tym procesem, dbając, by nikt nie poczuł się uprzedmiotowiony. Ich rola to bycie świadkami waszego „stania się Ewą”. To zaszczyt, że teologowie i słudzy ołtarza będą asystować przy waszym powrocie do rajskiej niewinności.
– Na spotkaniu w grupie dwudziestu czterech osób, nagość będzie naszym wspólnym językiem. Księża będą zarządzać tym procesem, dbając, by nikt nie poczuł się uprzedmiotowiony. Ich rola to bycie świadkami waszego „stania się Ewą”. To zaszczyt, że teologowie i słudzy ołtarza będą asystować przy waszym powrocie do rajskiej niewinności.
Małgorzata uśmiechnęła się triumfalnie.
– To jest pion zarządzający. Pięćdziesięciu mężczyzn i pięćdziesiąt kobiet, z których wy jesteście pierwsze. Każdy Adam ma swoją Ewę, by w strukturze panował idealny ład. Wkrótce i my tu zgromadzone w grupie 12 kobiet przejdziemy ceremonię „zdjęcia zasłon”, i będziemy pełnoprawnymi Ewami.
– To jest pion zarządzający. Pięćdziesięciu mężczyzn i pięćdziesiąt kobiet, z których wy jesteście pierwsze. Każdy Adam ma swoją Ewę, by w strukturze panował idealny ład. Wkrótce i my tu zgromadzone w grupie 12 kobiet przejdziemy ceremonię „zdjęcia zasłon”, i będziemy pełnoprawnymi Ewami.
Andrzej,
który dotąd siedział w cieniu wysokiej palmy doniczkowej, nagle
gwałtownie wyprostował się w fotelu. Jego twarz, dotąd blada z
niedowierzania, teraz zapłonęła purpurą. Przez lata był człowiekiem
zasad, dla którego niedzielna msza i porządek domowy stanowiły
nienaruszalną świętość.
–
Dość tego! – wybuchnął, a jego głos, choć drżący, przeciął nabożną
atmosferę salonu. – Małgorzato, szanuję twoje doświadczenie i pozycję,
ale to, co mówisz, przechodzi wszelkie pojęcie! Księża? Rozumiem,
autorytet duchowy... ale ministranci?! To są chłopcy! Niektórzy z nich
dorastali na moich oczach, biegali po tym podwórku! Chcesz, żeby moje
córki stały przed nimi nago w imię jakiejś „administracji łaski”? To nie
jest żadna formacja, to jest... to jest wystawianie ich na pokuszenie!
Małgorzata
nie drgnęła. Nawet nie odwróciła głowy w jego stronę, jakby jego
protest był jedynie brzęczeniem natrętnej muchy. Powoli wygładziła
materiał swojej garsonki na biodrach, co nadało jej sylwetce jeszcze
bardziej monumentalnego charakteru.
–
Andrzeju – zaczęła miękko, ale z lodowatym podtekstem – przemawia przez
ciebie właśnie ten „brudny ogląd”, o którym tyle mówiłam. Widzisz w
tych młodych mężczyznach zagrożenie, bo sam mierzysz ich swoją miarą –
miarą lęku i pożądania. Dla nas ci ministranci to „Adamowie” w stanie
czystym. Ich młodość jest darem dla wspólnoty, bo ich serca nie są
jeszcze skażone cynizmem świata.
Teresa wstała i podeszła do męża, kładąc mu rękę na piersi, ale nie był to gest pocieszenia, lecz próba uciszenia.
– Uspokój się, Andrzeju. Twoje protesty tylko dowodzą, jak bardzo potrzebujesz tej przemiany. Jeśli nie potrafisz znieść myśli o czystej nagości naszych córek w obecności sług ołtarza, to znaczy, że sam jesteś więźniem własnych myśli. Czy chcesz stanąć na drodze do ich zbawienia i wolności?
– Uspokój się, Andrzeju. Twoje protesty tylko dowodzą, jak bardzo potrzebujesz tej przemiany. Jeśli nie potrafisz znieść myśli o czystej nagości naszych córek w obecności sług ołtarza, to znaczy, że sam jesteś więźniem własnych myśli. Czy chcesz stanąć na drodze do ich zbawienia i wolności?
Andrzej
spojrzał na córki, szukając w ich oczach ratunku, ale Iwona i Beata,
pod wpływem słów Małgorzaty, patrzyły już gdzieś dalej, ponad jego
ramieniem. Widziały w tej wizji nie wstyd, o którym krzyczał ojciec, ale
obietnicę bycia „wybranymi”.
–
Jeśli się nie uciszysz – dodała Małgorzata, wstając i górując nad nim –
pozostaniesz w tym salonie sam ze swoim wstydem, podczas gdy twoje
kobiety pójdą budować nowy świat. Wybór należy do ciebie. Ale pamiętaj:
proces już ruszył.
Andrzej
opadł na fotel, czując, że jego świat właśnie rozsypał się w proch. W
starciu z „Bożym Inwentarzem” i siłą Małgorzaty, jego ojcowski autorytet
okazał się jedynie papierowym księżycem.
Małgorzata
uśmiechnęła się z wyższością, widząc, jak Andrzej kuli się pod ciężarem
własnych uprzedzeń. Zrobiła kilka kroków w stronę środka salonu, a jej
postać, mimo 159 cm wzrostu, zdawała się teraz sięgać sufitu.
–
Andrzeju, martwisz się o liczby, a nie o ducha – zaczęła, mierząc go
chłodnym wzrokiem. – Pytasz, czy pięćdziesiąt kobiet wystarczy? To
matematyka świata, który znasz. Ale w „Bożym Inwentarzu” musimy być
gotowe na każdy scenariusz. Jeśli okaże się, że do pełnej harmonii
przypisane muszą być trzy, a nawet sześć kobiet na jednego Adama, to nie
będzie harem, lecz święta struktura obfitości. Jeśli wspólnota
rozrośnie się do stu pięćdziesięciu czy trzystu kobiet, to my,
pionierki, będziemy tym zarządzać.
Spojrzała na Teresę, która z aprobatą kiwnęła głową.
– Ty też, Andrzeju, możesz znaleźć swoje miejsce w starszyźnie – kontynuowała Małgorzata. – Ale tylko wtedy, gdy porzucisz ten lęk. To my, kobiety, powinnyśmy się martwić, czy podołamy tej misji, a nie ty. Dlatego nie ma czasu do stracenia.
– Ty też, Andrzeju, możesz znaleźć swoje miejsce w starszyźnie – kontynuowała Małgorzata. – Ale tylko wtedy, gdy porzucisz ten lęk. To my, kobiety, powinnyśmy się martwić, czy podołamy tej misji, a nie ty. Dlatego nie ma czasu do stracenia.
Małgorzata zwróciła się teraz bezpośrednio do Iwony i Beaty, ignorując obecność ojca.
– Aby przygotować się na te ewentualne wyzwania, od dziś wprowadzamy obowiązkowe nagie kręgi kobiet. To tam, w bezpiecznym gronie, bez ocen i bez mężczyzn, będziemy poprawiać akceptację waszej nagości. Musimy wzmocnić waszą kobiecą seksualność, byście nie były tylko biernymi uczestniczkami, ale świadomymi siłami w tym układzie. Nagość musi stać się waszą drugą skórą, zanim staniecie przed Adamami.
– Aby przygotować się na te ewentualne wyzwania, od dziś wprowadzamy obowiązkowe nagie kręgi kobiet. To tam, w bezpiecznym gronie, bez ocen i bez mężczyzn, będziemy poprawiać akceptację waszej nagości. Musimy wzmocnić waszą kobiecą seksualność, byście nie były tylko biernymi uczestniczkami, ale świadomymi siłami w tym układzie. Nagość musi stać się waszą drugą skórą, zanim staniecie przed Adamami.




















































Komentarze
Prześlij komentarz