13. Uniesienia w sypialni i oferta pracy

 

 Uniesienia w sypialni i oferta pracy

Małgorzata nie znosiła sprzeciwu. Pociągnęła oszołomioną Teresę do sypialni, gdzie wielkie, małżeńskie łoże było już przygotowane. W pokoju panował półmrok, rozświetlony jedynie wąskim strumieniem światła z korytarza, który podkreślał monumentalne kształty obu kobiet.
– Kładź się. Na brzuch – rzuciła krótko Małgorzata, wskazując na środek materaca.
Teresa zawahała się, jej dłonie nerwowo splotły się na wysokości potężnego biustu. – Gosia, ja... ja nigdy tak nie...
– Nie pytam cię o zdanie, Teresko. Dzisiaj to ja decyduję, co czujesz – ucięła Małgorzata, kładąc dłoń na jej karku i lekko, ale stanowczo spychając ją na pościel.
Teresa uległa. Ciężar jej własnego ciała, piersi 80J wgniatające się w materac, sprawiły, że poczuła się całkowicie ubezwłasnowolniona. Małgorzata usiadła ciężko na jej pośladkach, unieruchamiając ją swoim ciałem typu jabłko. Jej dłonie zaczęły wędrować po plecach Teresy, mocno ugniatając skórę, jakby chciała ją ulepić na nowo.
 

 
 
– Jesteś taka spięta... Tyle lat tłumienia wszystkiego w sobie – mruknęła Małgorzata, nachylając się nad jej uchem. – Ale ja z ciebie to wydobędę. Każdy krzyk, każdy jęk, który chowałaś pod tymi swoimi garsonkami.
Małgorzata sięgnęła do szuflady szafki nocnej i wyciągnęła jedwabny szal. Bez słowa chwyciła dłonie Teresy i związała je nad jej głową, mocując do wezgłowia łóżka. Teresa szarpnęła się odruchowo, czując narastającą panikę wymieszaną z nieznanym dotąd dreszczem podniecenia.
– Puść... proszę – wyłkała, ale w jej głosie nie było już prawdziwego oporu.
– Nie puszczę. Dopiero teraz jesteś tam, gdzie twoje miejsce. Pod moją ręką.
Małgorzata odwróciła Teresę na plecy, nie rozwiązując jej rąk. Widok uniesionych ramion jeszcze mocniej wyeksponował potężny biust Teresy, który teraz, pozbawiony wsparcia stanika, rozlewał się miękko na boki. Małgorzata, dumna ze swoich 90I, pochyliła się i zaczęła powolną, bezlitosną grę. Drażniła sutki Teresy, to je ściskając, to muskając jedynie czubkiem języka, ignorując ciche protesty, które szybko zamieniały się w rytmiczne sapanie.
 
– Patrz na mnie, kiedy to robię – rozkazała Małgorzata, chwytając Teresę za podbródek.
Wstydliwa Teresa musiała spojrzeć w oczy swojej oprawczyni. Widziała w nich czystą dominację i satysfakcję z łamania jej oporu. Małgorzata zaczęła schodzić niżej, jej dłonie rozchyliły uda Teresy z brutalną niemal szczerością.
– Jesteś mokra, Teresko. Mimo tego całego wstydu, twoje ciało mnie błaga o więcej.
Małgorzata nie spieszyła się. Wykorzystywała swoją przewagę, zmuszając Teresę do reagowania na każdy dotyk, na każde mocniejsze pociągnięcie. Kiedy w końcu weszła w nią palcami, Teresa wygięła się w łuk, a jej więzy napięły się do granic możliwości. Małgorzata przyspieszała i zwalniała rytm według własnego uznania, bawiąc się reakcjami koleżanki.
 
– Powiedz to. Powiedz: "Małgosiu, rób ze mną co chcesz" – zażądała, dociskając swój ciężki biust do twarzy Teresy, niemal odbierając jej oddech.
– Małgosiu... rób... co chcesz... – wykrztusiła Teresa, ostatecznie kapitulując.
W sypialni słychać było już tylko ciężki oddech i mlaskanie ciał. Małgorzata, jako "master", doprowadziła Teresę do krawędzi wytrzymałości kilka razy, za każdym razem zatrzymując się w ostatniej chwili, by po chwili wrócić z jeszcze większą intensywnością. To była lekcja bezwzględnego posłuszeństwa i odkrywania mrocznej strony kobiecej natury, której Teresa Lis nigdy by nie poznała, gdyby nie to przypadkowe spotkanie.
 
 


Widząc całkowitą kapitulację Teresy, Małgorzata poczuła dreszcz triumfu, który był niemal tak silny jak fizyczne pożądanie. Jej oczy, zwykle chłodne i oceniające, pociemniały. Puściła podbródek Teresy, ale tylko po to, by obiema dłońmi chwycić jej potężne piersi 80J, ściskając je zaborczo.
– Dobra dziewczynka – mruknęła Małgorzata, a w jej głosie brzmiała drapieżna satysfakcja. – Wiedziałam, że pod tą warstwą wstydu kryje się ktoś, kto tylko czeka na rozkaz.
Małgorzata nie zamierzała jednak poprzestać na samym dotyku. Chciała, by Teresa poczuła jej pełną dominację. Rozwiązała jedwabny szal z wezgłowia łóżka, ale nie uwolniła rąk Teresy – zamiast tego owinęła go wokół jej nadgarstków jeszcze ciasno, zmuszając ją do trzymania ich blisko klatki piersiowej. Sama usiadła wyżej, niemal przy samej twarzy Teresy, pozwalając, by jej własny biust 90I całkowicie przesłonił widok koleżance.
 
– Teraz będziesz robić dokładnie to, co ci każę. Bez pytań. Bez "nie wiem" – rozkazała Małgorzata, przesuwając ciężkim ciałem po udach Teresy. – Skoro oddałaś mi kontrolę, to zamierzam z niej skorzystać do końca.
Zaczęła instruować Teresę, jak ma się poruszać, jak ma reagować na każdy jej szept. Kiedy Teresa próbowała odwrócić wzrok, Małgorzata natychmiast ją przywoływała do porządku krótkim, ostrym dotykiem. Ta dynamika „master i slave” sprawiła, że Małgorzata stała się jeszcze bardziej aktywna – jej ruchy stały się szybsze, bardziej zdecydowane, pozbawione jakiejkolwiek subtelności. Cieszyła się widokiem bezradnej Teresy, która pod jej dyktando zaczęła wydawać z siebie dźwięki, o jakie nigdy by się nie podejrzewała.
W sypialni narastało napięcie, które Małgorzata kontrolowała jak dyrygent, dawkując Teresie rozkosz i dyscyplinę w równych proporcjach.
 
 
Finał tej nocy był gwałtowny i pozbawiony jakichkolwiek pozorów subtelności. Małgorzata, czując, że opór Teresy ostatecznie wyparował, zastąpiony przez pierwotne, niemal zwierzęce pożądanie, postanowiła doprowadzić swoją „niewolnicę” do punktu, z którego nie ma powrotu.
– Patrz na mnie, Tereso! – syknęła Małgorzata, chwytając ją mocno za włosy i odchylając jej głowę do tyłu. – Chcę widzieć każdą sekundę twojego upadku.
Małgorzata naparła na nią całym ciężarem swojego ciała typu jabłko. Ich ogromne biusty – 90I i 80J – zderzyły się ze sobą, tworząc gorącą, wilgotną barierę miękkiego ciała, która niemal odbierała oddech. Małgorzata zaczęła rytmicznie i mocno ocierać się o Teresę, nie dając jej ani sekundy wytchnienia. Każdy ruch był rozkazem, każda kropla potu, która spływała z jej czoła na piersi Teresy, była pieczęcią jej własności.
 
Teresa, ze związanymi rękami, mogła jedynie wić się pod Małgorzatą. Jej wstyd, pielęgnowany przez 59 lat, pękł z hukiem. Z jej gardła wydobył się niski, chrapliwy skowyt, który nie przypominał jej cichego głosu z parku. Zaczęła błagać o koniec, o ulgę, ale Małgorzata tylko się uśmiechnęła, przyspieszając tempo.
– Jeszcze nie... Jeszcze ci nie pozwoliłam! – Małgorzata celowo wstrzymywała finał, drażniąc Teresę do granic obłędu. Dopiero gdy ciało Teresy zaczęło drżeć w niekontrolowanych konwulsjach, Małgorzata gwałtownie wpiła się w jej usta, tłumiąc krzyk.
 
W tym momencie obie eksplodowały. Małgorzata poczuła, jak jej własna dominacja wraca do niej falą gorąca, a Teresa, całkowicie złamana i bezbronna, osunęła się na poduszki, dławiąc się własnym oddechem. Przez kilka minut w pokoju słychać było tylko bicie dwóch serc i ciężki, świszczący oddech.
Małgorzata powoli zeszła z Teresy, ale nie rozwiązała jej rąk od razu. Usiadła obok, poprawiając potargane włosy, i z satysfakcją przyglądała się swojemu dziełu. Teresa leżała nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami, w których malował się szok pomieszany z dziwnym spokojem.
– I co, Teresko? – zapytała Małgorzata głosem chłodnym, ale niepozbawionym swoistej czułości. – Warto było tyle lat czekać na kogoś, kto w końcu weźmie to, co twoje?
Teresa nie odpowiedziała od razu. Dopiero po chwili cicho szepnęła:
– Nigdy... nigdy nie wiedziałam, że tak można.
Małgorzata uśmiechnęła się szeroko. Wiedziała, że od dziś życie Teresy Lis nie będzie już należało tylko do niej.
 
 

 
Poranek w mieszkaniu Małgorzaty był gęsty od ciszy i zapachu parzonej kawy. Teresa, wciąż oszołomiona wydarzeniami nocy, siedziała przy kuchennej wyspie, szczelnie owinięta w pożyczony szlafrok. Jej ramiona, typowe dla figury kielicha, wydawały się teraz mniej spięte, choć w oczach wciąż tlił się cień onieśmielenia.
Małgorzata, w pełnym makijażu i satynowym podomce, która podkreślała jej dominującą sylwetkę, postawiła przed nią filiżankę. Obok niej, jakby od niechcenia, położyła wydruk z kilkoma ogłoszeniami.
 
– Teresko, spójrz na to – zaczęła Małgorzata, przysiadając obok. – Skoro teraz zaczynasz nowy etap, musisz pomyśleć o przyszłości. Emerytura jest niska, a ty masz taki potencjał... Znalazłam to rano w sieci. Agencja „Nexus-Kadry” szuka kobiet do ciekawych projektów.
Teresa wzięła kartkę do ręki, mrużąc oczy. Jej wzrok padł na ogłoszenie dotyczące Sekcji Formacji (Kręgi Kobiet).

– „Praca z ciałem i barierami wstydu... animacja procesów odnowy relacyjnej”... – przeczytała cicho. – Gosia, to brzmi... specyficznie. „Boży Inwentarz”?
– To nowoczesne podejście, kochanie – przerwała jej Małgorzata z uśmiechem, który nie znosił sprzeciwu. – Chodzi o powrót do natury, o zrzucenie masek. Sama widziałaś wczoraj, jak bardzo potrzebowałaś kogoś, kto przełamie twój wstyd. To praca dla kobiet takich jak my. Skrupulatnych, oddanych.
Małgorzata przesunęła palcem niżej, tam gdzie widniały oferty dla administracji i zarządzania.

– Pomyślałam też o twoich córkach. Iwona i Beata są młode, ambitne, ale dzisiejszy świat je zmieli i wypluje. Potrzebują twardej ręki i jasnych struktur. Iwona ze swoją dokładnością idealnie nadałaby się do Sekcji Administracji. „Obsługa procesów rejestracyjnych w obiektach zamkniętych” – to brzmi dumnie, prawda? A Beata? Jako koordynatorka mogłaby szybko awansować.
– One są jeszcze takie młode... – zaczęła Teresa, ale pod surowym spojrzeniem Małgorzaty jej głos zamarł.
– Właśnie dlatego muszą trafić pod odpowiednie skrzydła – ucięła Małgorzata. – Agencja potrzebuje „chętnych i oddanych kobiet”. Zapisze was wszystkie. To szansa na dorobienie i, co ważniejsze, na odnalezienie swojego miejsca w hierarchii. Wspólnota „Boży Inwentarz” ceni lojalność.
Teresa patrzyła na ogłoszenia, czując, jak sieć, którą Małgorzata tkała wokół niej przez całą noc, zaciska się teraz także wokół jej rodziny. Nie wiedziała, że Małgorzata jest kluczową postacią w „Nexus-Kadry”, a jej „przypadkowe” znalezisko to starannie zaplanowany werbunek.
– Zapiszesz was, prawda? – Małgorzata położyła dłoń na karku Teresy, lekko ściskając mięśnie. – Dla waszego wspólnego dobra.
 


















































 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

14. Dobry czas na zarzadzanie ulegloscia

06. Kapitula Ewy

25. Pierwsze testy dopasowania