04.Rewolucja seksualna według Jana Pawła II
Rewolucja seksualna w Kościele – czy ktoś ją dostrzegł, zna, a może doświadczył?
To
pytanie warto postawić. Warto spojrzeć okiem tych, którzy z niej
skorzystali, którzy nie ma mają nic przeciwko. Czyli normalnych ludzi. A
nie jej przeciwników, przeważnie konserwatywnej części Kościoła
katolickiego. To spojrzenie będzie istotne dla dalszych rozważań.
Czym była ta rewolucja i na czym polegała? Według Wikipedii:
Rewolucja
seksualna to złożony proces społeczny, który doprowadził do
fundamentalnych zmian w podejściu do seksualności człowieka. Rozpoczęła
się w latach 60. XX wieku w krajach zachodnich i stopniowo
rozprzestrzeniała się na inne części świata, w tym Polskę. Jej głównym
celem było wyzwolenie seksualności spod ścisłych norm społecznych i
moralnych, które dotychczas ją ograniczały.
Rewolucja ta
przyniosła liberalizację postaw wobec seksu pozamałżeńskiego,
homoseksualizmu oraz antykoncepcji. Doprowadziła również do większej
otwartości w mówieniu o seksualności i potrzebach seksualnych. W jej
wyniku nastąpiły istotne zmiany prawne, takie jak legalizacja rozwodów i
aborcji w wielu krajach. Jednocześnie rewolucja seksualna wywołała
kontrowersje i sprzeciw środowisk konserwatywnych, co jest widoczne do
dziś w debatach na temat edukacji seksualnej.
Ppierwsza rewolucja relacyjna już się dokonała, a
jej istotą była teologia ciała Jana Pawła II. To właśnie Karol Wojtyła
zmienił akcenty katolickiej etyki seksualnej, przechodząc od retoryki
zakazowo-nakazowej („tego ci nie wolno, a to możesz”) do podejścia
afirmującego tę sferę. Doświadczenie II Soboru Watykańskiego oraz
publikacja encykliki „Humane vitae” Pawła VI stały się dla kard. Wojtyły
impulsem do rozszerzenia spojrzenia na wartość małżeńskiej relacji
seksualnej oraz godności kobiety i mężczyzny.
Usystematyzowanie
tego rozeznania, które Kościół niesie od swojego początku, Wojtyła
nazwał – już jako papież – teologią ciała. Ciekawym pytaniem jest,
dlaczego to nowe, oryginalne podejście do seksualności nie zostało
szeroko przyjęte przez Kościół. Skutek: teologia ciała jest znana wśród
wąskiego grona odbiorców, a przeciętny zjadacz chleba nic o niej nie
słyszał.
Początki rewolucji relacyjnej
Czy
zatem nauczanie Jana Pawła II przestało być aktualne i należy je
wyrzucić do kosza, w ramach jednej wielkiej dewojtylizacji Kościoła? W
moim odczuciu byłby to ogromny błąd. Karol Wojtyła wprowadził do namysłu
nad seksualnością człowieka kluczowy i niezwykle aktualny wymiar
relacyjności. Cała teologia ciała oparta była właśnie na logice
relacyjnej, która dowartościowywała zarówno znaczenie samych małżonków,
jak i życia małżeńskiego w jego wielowymiarowym, tak że seksualnym,
bogactwie.
Potrzebna jest nowa
encyklika o ludzkiej seksualności, która wreszcie na poważnie
potraktuje propozycje zawarte w teologii ciała Jana Pawła II.
Weigel
pisał dalej: „Takie poczucie odrzucenia (od strony wielu katolików)
wiodło do wniosku, że Kościół nie ma nic istotnego do powiedzenia na
temat ludzkiej seksualności. […] Jan Paweł II uważał, że nadszedł czas,
by umieścić dyskusję na nowej płaszczyźnie. […] Kościół nie znalazł
sposobu odpowiedzi na wyzwania rewolucji seksualnej. Jan Paweł II był
przekonany, że on oraz jego koledzy w Lublinie i Krakowie zaczęli to
właśnie robić, jak wskazywało na to podejście do seksualności człowieka
zawarte w książce «Miłość i odpowiedzialność»”.
W duchu
relacyjnej podmiotowości katoliccy małżonkowie sami powinni decydować,
które formy współżycia seksualnego budują ich jedność, a które tę
jedność rozbijają oraz jakie niewczesnoporonne metody antykoncepcyjne
zastosują. Procesowi temu powinno towarzyszyć zewnętrzne,
obiektywizujące kierownictwo duchowe.
„Nauczanie Kościoła o seksualności jest wciąż w powijakach” – powiedział papież Franciszek w szczerej rozmowie z młodzieżą w filmie, który pojawił się w kwietniu 2023 r. na platformie streamingowej Disney+ (polski tytuł: Papież Franciszek. Pytania i odpowiedzi). Słowa te są dobrym wprowadzeniem do poniższych rozważań. Obecny biskup Rzymu wyraźnie ma świadomość, że rozwój kościelnej doktryny to proces, który ma nie tylko swoją przeszłość, ale także przyszłość. Również w dziedzinie seksualności. Ale jak to odnieść – zwłaszcza w Polsce, chcąc świadomie być dojrzałym i odpowiedzialnym katolikiem – do dziedzictwa Jana Pawła II?
Ewolucja czy zerwanie? W poszukiwaniu nowej teologii ciała
Koncentracja
na problematyce rodziny, małżeństwa, w tym także etyki seksualnej,
miała w pontyfikacie Jana Pawła II fundamentalne znaczenie, jednak
posiadała także drugą stronę medalu. Papież Polak niezwykle
rygorystycznie podchodził do teologów, którzy kwestionowali propagowane
przez niego nauczanie. W okresie tym można było odnieść wrażenie, że
każde odstępstwo od oficjalnej doktryny w zakresie seksualności
traktowane było jako grzech najcięższy, niemal tożsamy z apostazją, co
ściągało natychmiastową i ostrą reakcję ze strony Kongregacji Nauki
Wiary. Mając na uwadze fakt, że papież uznawał etykę seksualną za
przestrzeń najpoważniejszego sporu cywilizacyjnego ze współczesnym
światem – zwłaszcza w poturbowanym krajobrazie po rewolucji seksualnej
lat 60. – można zrozumieć, dlaczego podchodził do wewnętrznej krytyki w
sposób tak pryncypialny. Dla Wojtyły czystość doktryny w tej materii
była szańcem, którego nie wolno było oddać.
Problem w tym, że w
konsekwencji takiego podejścia krytyczny namysł nad tą problematyką
wewnątrz Kościoła zamarł na dobre kilkadziesiąt lat. Teologowie, ale
także zwykli wierni, którzy próbowali problematyzować pewne elementy
tego nauczania lub wskazywać na jego nieprzystawalność do realiów życia,
albo znaleźli się poza nawiasem wspólnoty, albo trafili na jej dalekie
rubieże. Niestety, brak twórczego i krytycznego namysłu – co jest
prawidłowością w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności – okazał się na
dłuższą metę szkodliwy. W świetle dynamicznych zmian otoczenia
społecznego, kulturowego i technologicznego, współcześni katolicy
zaczęli tracić zdolność uargumentowania celowości i sensowności
nauczania Kościoła. Tradycyjne argumenty, pozbawione świeżego
spojrzenia, stały się dla młodego pokolenia niezrozumiałym zestawem
zakazów, a nie „dobrą nowiną” o miłości.
Wydaje się, że ten
impas doskonale zrozumiał papież Franciszek. To on, z właściwą sobie
duszpasterską wrażliwością, rozpoczął na nowo wewnątrzkościelną dyskusję
nad zagadnieniami małżeństwa i rodziny. Nie sposób nie zauważyć, że
jego posynodalna adhortacja Amoris laetitia przynosi poważne modyfikacje
w zakresie rozumienia katolickiego nauczania, choć do dziś budzi ona,
zwłaszcza w polskim Kościele, ogromne kontrowersje i opór. Wprowadzona
tam kategoria indywidualnego rozeznania w przypadku osób żyjących w
powtórnych związkach, otwierająca części z nich drogę do sakramentów,
jest niewątpliwie rewolucyjna w świetle nauczania Jana Pawła II
zawartego w Familiaris consortio. Nawet jeśli niektórzy badacze
twierdzą, że papież Wojtyła też zmierzał w stronę większej
personalizacji oceny moralnej, to trzeba uczciwie przyznać: Franciszek
wykonał krok, przed którym jego poprzednik się zatrzymał.
W
tym kontekście coraz głośniej wybrzmiewa postulat, że Kościołowi
potrzebna jest dziś „druga rewolucja relacyjna”. W debacie publicznej
pojawiają się głosy, m.in. Sebastiana Kędzierskiego czy małżeństwa
Terlikowskich, które próbują odczytać teologię ciała w duchu
Franciszkowego „rozeznawania”.
Według tych autorów, tradycyjne
podejście do antykoncepcji (z wyłączeniem środków wczesnoporonnych)
wymaga pilnej rewizji. Postulują oni, by w pewnych, uzasadnionych
przypadkach była ona dopuszczona dla małżonków. Skoro stosowanie
naturalnego planowania rodziny (NPR) w sytuacjach skrajnego stresu,
choroby czy trudności lokalowych bywa niemożliwe, a zdaniem niektórych
wręcz nieskuteczne, należałoby dopuścić stosowanie prezerwatywy jako
mniejszego zła, służącego ochronie więzi. Wszystkie te zagadnienia
powinny stać się – zgodnie z linią Amoris laetitia – przedmiotem
indywidualnego rozeznania sumienia przy wsparciu kierownika duchowego. W
takim ujęciu konkretna sytuacja życiowa człowieka zyskuje pierwszeństwo
przed sztywną, obiektywną normą.
Idąc dalej tym tropem, autorzy ci
dotykają jeszcze bardziej drażliwych kwestii, jak choćby masturbacja. W
nowym ujęciu nie jest ona postrzegana wyłącznie jako akt egoizmu, lecz
jako naturalny, a niekiedy wręcz potrzebny element ludzkiej
psychoseksualności – czy to w trudnym okresie dojrzewania, czy w czasie
wymuszonych rozłąk małżeńskich. Twierdzą oni, że rygorystyczne
potępienie tych zachowań często prowadzi do destrukcyjnej frustracji,
która zamiast przybliżać do Boga, rozbija jedność małżeńską i zdrowie
psychiczne jednostki.
„Kwestia podmiotowości kobiet w Kościele stanowi jeden z najbardziej
zapalnych punktów w debacie nad dziedzictwem Jana Pawła II. Kędzierski,
analizując obecny stan duszpasterstwa, stawia bolesną diagnozę:
przesadne, niemal metafizyczne uwypuklenie macierzyństwa w definicji
kobiecości doprowadziło do specyficznej formy instrumentalizacji. W
tradycyjnym ujęciu kobieta zbyt często postrzegana jest przez pryzmat
swojej biologii i gotowości do poświęcenia, co w praktyce sprowadza jej
rolę do funkcji rozrodczej i opiekuńczej. Zdaniem autora jest to
szczególnie jaskrawe w środowiskach radykalnie promujących naturalne
metody planowania rodziny (NPR). W takim dyskursie kobieta
niejednokrotnie zostaje sprowadzona do roli „narzędzia owulującego”,
którego główną aktywnością duchową i intelektualną w małżeństwie staje
się skrupulatne monitorowanie cyklu.
Podczas
lektury tych postulatów trudno jednak nie odnieść wrażenia, że ktoś
rozpoczął budowę domu od rynien i dachówek, zapominając o fundamentach.
Choć krytyka sztywnego moralizmu jest słuszna, nie może ona prowadzić do
wylania dziecka z kąpielą. Zanim przebudujemy dach, musimy spojrzeć na
konstrukcję, jaką zostawił nam Jan Paweł II.
Teologia ciała Wojtyły
jest bowiem na wskroś relacyjna u samej swojej podstawy. Opiera się na
logice DARU – bezinteresownego daru z siebie, który znajduje swój
prawzór w wewnętrznym życiu Trójcy Świętej. To nie jest tylko zestaw
zakazów, ale wielki projekt antropologiczny, w którym ciało mówi
językiem miłości. W małżeństwie ten dar przyjmuje kształt oblubieńczy,
czyli wyłączny i całkowity. Jeśli usuniemy z tej układanki obiektywne
wymagania, czy „logika daru” nie zamieni się niepostrzeżenie w „logikę
doraźnej potrzeby”?
Co ciekawe, podczas gdy w Polsce teologia
ciała bywa postrzegana jako skostniały pomnik, w krajach takich jak USA,
Włochy czy Australia, przeżywa ona swój renesans. Pisma Wojtyły są tam
poddawane wnikliwym badaniom, a na ich podstawie tworzy się nowoczesne
programy dla narzeczonych i warsztaty seksualności, które zachwycają
świeżością. Tamtejsze wspólnoty potrafią czytać Jana Pawła II bez
polskiego bagażu emocjonalnego i politycznego. W Polsce natomiast, mimo
tysięcy cytowań, teologia ciała wciąż nie doczekała się prawdziwego
przełożenia na język duszpasterstwa. Pozostaje piękną, ale martwą
teorią, podczas gdy życie toczy się obok. Być może „druga rewolucja
relacyjna” nie powinna polegać na odrzuceniu fundamentów Wojtyły, ale na
ich odważnym odkopaniu spod warstwy kurzu i lęku.






















































Komentarze
Prześlij komentarz